Wioleta Kmieć

Punctum – puste krzesło

 

    Roland Barthes w swojej książce „Światło fotografii” analizując fotografię wyróżnił dwa jej dwa elementy: studium i punctum. Studium dla Barthesa to sfera znaczenia obrazu; jednocześnie wskazuje on na trudniej uchwytny, bezpośredni, uderzający czy nawet szokujący wpływ obrazu na odbiorcę, który określa mianem punctum. „Dzięki studium interesuję się wieloma fotografiami, niezależnie od tego czy odbieram je jako świadectwa polityczne czy cieszą mnie jako dobre sceny historyczne, kulturowo bowiem uczestniczę w postaciach, twarzach, gestach, scenerii, działaniach.” (R. Barthes, Światło obrazu, Warszawa 1995, cyt. za P. Sztompka, Fotografia jako metoda badawcza, Warszawa 2005, s. 84-85). Piotr Sztompka interpretuje studium jako zimną, obojętną i prowadzoną z dystansu analizę, zainteresowanie ale nie pasję, znajduje się niejako w opozycji do punctum (P. Sztompka, 2005, s. 85). Czym w takim razie jest to owo punctum? Barthes nie definiuje go wprost, mówi jedynie: „to nie ja je wyszukuję, [...] lecz ten element wyrasta [wybiega] ze sceny wychodzi z niej jak strzała i przebija mnie” (R. Barthes, Światło obrazu, cyt. za: http://free.art.pl/fotografie/sikora/sikora_camera_lucida.pdf).

       Ze wszystkich fotografii umieszczonych na wystawie pt. „Struktura i architektura… Postindustrialne dziedzictwo Górnego Śląska”  moją uwagę zwróciło zdjęcie Thomasa Vossbecka ukazujące dawne pomieszczenia administracyjne, dziś opuszczone, zaniedbane, dawno niepełniące swoich pierwotnych funkcji. ( http://www.europareportage.eu/reloaded/seiten/pikos-foto-seite.htm).

    Zaciekawienie początkowo wzbudziły wysokie, puste szare ściany, zbyt wysokie jak na pomieszczenia administracyjne - być może pomieszczenie to wcześniej pełniło jeszcze jakieś inne funkcje i z jakiś przyczyn zostały one zmienione i przystosowane dla nowych potrzeb? Po kolejnym spojrzeniu moja uwaga skoncentrowała się na biurku i krześle. Szczególnie owo krzesło odsunięte od biurka, zaniedbane i dawno nieużywane wzbudziło we mnie najwięcej uczuć, sprawiając, że ten niewielki element niemalże niezauważony przy pierwszym podejściu, dziś przy każdym przywołaniu tej fotografii stanowi jej centrum.

        Jakie uczucia budzi we mnie to krzesło? Lęk, strach, niepewność, refleksję, czy kiedyś też nie będę takim starym krzesłem, o którym nikt nie pamięta? Samotność, bezużyteczność -  tego boi się każdy z nas, w końcu czyż człowiek nie jest istotą społeczną, urodzoną po to by trwać w społeczeństwie, a jeśli przestaje mu być potrzebne, zostaje wyrzucony na margines, tracąc sens egzystencji? Nie jesteśmy w stanie żyć bez społecznego zapotrzebowania na nasze jestestwo, kiedy zostajemy odtrąceni, kiedy zostajemy sami zmieniamy się w „społeczne śmieci”, stajemy się bezużytecznymi krzesłami z smutnymi oczami, brudnymi dłońmi ułożonymi w gest żebraczy, proszącymi o jałmużnę, kawałek chleba jakim jest odrobina uwagi ze strony drugiego człowieka. Mijam takie krzesła codziennie, na ulicy, w autobusie, w sklepie. Widzę jak próbują jeszcze walczyć o siebie, jak próbują strzepać ten kurz obojętności, który pokrywa ich każdego dnia. Żyjemy w świecie homo sociologicus i nie ma w nim miejsca na bezużyteczne „meble”.



Wioleta Kmieć

Analiza wybranej fotografii w koncepcji studium Rolanda Barthesa

 

    Analizowana fotografia otrzymała wyróżnienie w kategorii społeczeństwo – zdjęcie pojedyncze, jej autorem jest Bartłomiej Kudowicz. Zdjęcie zostało wykonane 11 lipca 2010 r. we Wrocławiu, na pierwszym planie pokazuje grupę kilkunastu osób, kobiet i mężczyzn w różnym wieku (widać na nim osoby starsze, dzieci i młodzież). Ludzie ci są skąpo ubrani, mają ciała do połowy zanurzone w wodzie. Fotografia ukazuje pewien dynamizm, przykładowo niebieską piłkę w powietrzu czy krople wody, które rozpryskuje dziecko, a na twarzach ludzi widać uśmiech. Jest to dla nich czas zabawy i relaksu, spędzany w gronie rodziny czy też przyjaciół; gdy spojrzy się na niemalże bezchmurne niebo można domyślić się, że czas spędzony w wodzie przynosi im upragnione ochłodzenie. Tak naprawdę w tym miejscu opis tego zdjęcia nie różni się od setek krajobrazów znad polskich kąpielisk, gdzie statystyczny Polak spędza czas wolny w okresie letnim.

    Jednakże to, co budzi socjologiczną refleksję znajduje się na drugim planie. Tło tego zdjęcia stanowi wielki plac budowy, widać na nim wielkie betonowe słupy i jeszcze większe, górujące nad kąpieliskiem budownicze żurawie. Specjaliści od rządowego PR-i mogliby wykorzystać to zdjęcie i umieścić pod nim swoje sztandarowe hasło „oto właśnie Polska w budowie” i pogratulować sobie kolejnej kampanii reklamowej.

    Jednak to zdjęcie pokazuje coś zupełnie innego, mianowicie w dobitny sposób ukazuje konsumpcyjny wymiar życia społeczeństwa polskiego. Niektórzy ze zdziwieniem mogliby zapytać, gdzie tu ten konsumpcjonizm; na zdjęciu nie widać ani pieniędzy, ani zakupów. Ale czy wyrazem konsumpcjonizmu nie jest próba spędzenia wolnego czasu na czystej i prostej rozrywce, nie patrząc na koszty? Tym ludziom w dobrej zabawie nie przeszkadza ani hałas, ani kurz czy brud, czy niezbyt przyjemny zapach, jaki zapewne towarzyszy placom budowy. Narażają swoje dzieci na różne potencjalne niebezpieczeństwa byle tylko się rozerwać. Ignorują to, co dzieje się tuż obok nich, w końcu dlaczego by to huk młotów pneumatycznych, wiertarek czy koparek lub smród świeżo kładzionego asfaltu miałby psuć im humor?

    Ludzie ci nastawienie są na konsumpcję rozrywki, dla której są w stanie ponieść wysokie koszty. Mają niewielkie wymagania, może przez wysokie temperatury, jakie panowały w lipcu a może przez to, że stali się mało wybredni. Chęć rozrywki zwycięża i góruje nad polskim społeczeństwem.